ilpoznan2019-relacja

Prelekcje, warsztaty, setki uczestników, dziesiątki prelegentów, a to wszystko w 2 dni…

Tak w bardzo dużym uproszczeniu można podsumować 2 dni konferencji Influencer Live Poznań, w której miałem przyjemność po raz kolejny wziąć udział… choć była to pierwsza edycja. 😉
Dla jasności – była to pierwsza edycja Influencer Live Poznań, ale jednocześnie była to kontynuacja Blog Conference Poznań, na której byłem rok temu, ale po rebrandignu, czyli zmianie nazwy i może lekko formuły.

Jak było w tym roku na tym nowym wydarzeniu dla całej masy twórców, influencerów?
Prawdę mówiąc mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony spotkanie starych znajomych, poznanie nowych osób, dziesiątki pomysłów i inspiracji, a z drugiej jakieś takie poczucie niedosytu.
Ale po kolei…

O ile pamięć mnie nie myli, swoje zgłoszenie wysłałem zaraz po otwarciu zapisów, a później nie pozostawało nic tylko czekać i czekać na jakąś odpowiedź. W tym wypadku była ona pozytywna, zatem pierwsze co zrobiłem po otrzymaniu potwierdzenia udziału to planowanie wyjazdu. Tak sobie pomyślałem, że skoro mam jechać na sobotę i niedzielę to za wiele nie pozwiedzam, a skoro już jestem znowu w Poznaniu to fajnie byłoby gdzieś się przejść, coś zobaczyć. Zatem przyjazd zaplanowałem sobie na piątek, pociąg z Wrocławia miałem z rana, więc jakby nie patrzeć – cały piątek mogłem zwiedzać. Tak przynajmniej początkowo myślałem. Zarezerwowałem zatem hotel od piątku do poniedziałku, a w wyborze sugerowałem się głównie lokalizacją. Jak się okazało do Starego Rynku miałem bardzo blisko, do Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie cała impreza się odbywała, miałem jakieś 30 minut na nogach. Niby niewiele, ale cieszyłem się jednak, że są tramwaje. 😉

Hotel zarezerwowany, w którym finalnie prawie mnie nie było, fajnie byłoby tam jakoś dojechać – jak się okazało bilety na pociąg można kupić najwcześniej miesiąc wcześniej. Zaczekałem, kupiłem, jechałem prawie 4h do Poznania, w poniedziałek do Wrocławia nieco ponad 3h, ale miałem muzykę, miałem książkę, byłem w swoim świecie. 😀

Piątek

Po przyjeździe do Poznania jedyne na co miałem ochotę to dobra kawa (ehh to uzależnienie 😀 ). Na szczęście w Poznaniu przy dworcu jest kawiarnia Columbus, więc długo szukać nie musiałem. 😉 Wziąłem kawę i pora zameldować się w hotelu. Patrzę w mapy Google, pokazuje, że nawet blisko to się przejdę. To jednak był zły pomysł, tym bardziej, że cały tydzień byłem w pracy na nogach. 😉 Gdy dotarłem do hotelu, zostawiłem bagaż i poszedłem na miasto na umówione spotkanie. Wróciłem do hotelu ze spotkania, rozpakowałem się i padłem na łóżko co by chwilę odpocząć. Dosłownie chwilę, bo na niedługo przed wydarzeniem dowiedziałem się, że są warsztaty z fotografii mobilnej właśnie w piątek o 17. To się zapisałem i wziąłem w nich udział. Były to warsztaty z w plenerze, czyli taki fotospacer, zwiedzanie ciekawych zakątków Poznania i nauka, poznawanie ciekawych wskazówek dot. robienia zdjęć, w tym wypadku głównie telefonem. Wszystko było prowadzone przez Marcina Walencika, który opowiadał o różnych technikach robienia zdjęć, pokazywał różne metody i sztuczki, oraz Asię Szwałek, która oprowadzała nas po Poznaniu i pokazywała najciekawsze jego zakątki.

Warsztaty, a w zasadzie spacer fotograficzny trwał jakieś 2,5h, a po nim poszliśmy na konferencyjnego, integracyjnego before’a, który odbywał się w Tequilarni na Starym Rynku. Generalnie lokal niewielki w stosunku do ilości osób, które się zapowiadały na niego, ale jakoś się pomieściliśmy. 😉 Co do szczegółów to jednak pozostaję przy teorii, że co dzieje się na beforze – zostaje na beforze. 😀


Sobota

Czyli oficjalnie pierwszy dzień wydarzenia. Oficjalny start był zaplanowany na godzinę 10, więc wiele osób pojawiło się już wcześniej aby spotkać starych znajomych czy ponetworkingować i poznać nowych znajomych. Ja dotarłem na miejsce około 9:30, więc odebrałem identyfikator, zbiłem kilka piątek, rzuciłem okiem na stoiska partnerów wydarzenia i poszedłem zająć miejsce na głównej sali. Godzina 10, oficjalne otwarcie, chwilę później wkracza na scenę Robert Biedroń. Osobiście trzymam się raczej z dala od polityki, więc posłuchałem, trochę zaciekawił, trochę zażartował i wyszedł.

Później nie musiałem jakoś daleko chodzić, bo zostałem w tej samej sali na prelekcji Macieja Budzicha, który opowiadał o crowdfundingowym case study, w którym brał udział, a była to duża akcja, w którą zaangażowanych było bardzo dużo osób, a mowa o Biblii Audio. W ciekawy i konkretny sposób opowiedziane jak to wszystko wyglądało od zaplecza, jak wyglądała akcja, co zadziałało marketingowo, co wzbudziło zaangażowanie.

Następnie pozostałem w sali głównej, gdzie odbył się wywiad z Szymonem Chołownią. Tak, to ten Pan z Mam Talent, ale nie tylko. W tym wypadku główne poruszane tematy to były działalności dobroczynne, którymi kieruje, a wszystko podczas panelu o tytule „Jak robić dobrze?” – przyciąga uwagę, nie? 😉

Następnie była przerwa, więc idealna pora na kawę. Klasycznie do kawy ustawiały się kolejki, ale nic dziwnego, skoro serwowana była kawa od CoffeeJourney – przelewowa czarna kawa z Etiopii oraz kawy na bazie espresso z ziaren z Hondurasu, Brazylii, oraz połączenia Brazylii i Etiopii, zatem różne mieszanki smaków, więc dla każdego coś dobrego.

Z brazylijskim flat white’m w ręku powędrowałem na prelekcję Kuby Kaźmierczyka o zdjęciach Flat Lay, fotografii kulinarnej. Chyba najbardziej praktyczna prelekcja, dużo przykładów, dużo sprzętu, sztuczki wykorzystywane w zdjęciach, a wszystko podzielone na dwie części. Niestety po pierwszej części i zdjęciach burgerów zgłodniałem i poszedłem właśnie na burgera serwowanego przez Ryneczek Lidla. W kolejce, która miałem wrażenie się nie kończyła trochę się pogadało, trochę pożartowało z kucharzami, zjadłem burgera, ale później zanim zjadłem, zanim skończyłem rozmawiać przy stoliku… no na drugą część prelekcji Kuby nie zdążyłem. 😉

Później trochę błąkałem się między salami, wystawcami a kawą – nie mogłem znaleźć interesującej prelekcji, bo ta, która miała trwać godzinę, trwała 15 minut. Jako ostatni panel wahałem się nad trzema z czterech dostępnych – o kampaniach reklamowych na YouTube, o hejcie lub o blogach specjalistycznych. Był do wyboru jeszcze panel o podcastach, ale w żadnym stopniu one do mnie nie przemawiają, więc finalnie wybrałem coś nieszczególnie związanego z moją branżą, kanałem, blogiem, czyli panel o kampaniach na YouTube. Jak się okazało był to dobry wybór – dowiedziałem się jak to wygląda od tej drugiej strony, a jednocześnie złapałem trochę inspiracji i pomysłów jak to przełożyć na bloga… czy jak tego nie robić. 😉


Wieczorem tego samego dnia odbywała się jeszcze Gala Twórców, podczas której osoby biorące udział w konkursie otrzymywały wyróżnienia, nagrody wręczane przez czołowych twórców w kategoriach tj. lifestyle, parenting, kulinaria, a także dwie nagrody główne – Twórca Roku oraz Twórca Roku – Instagram. Szczegóły wygranych kanałów i zwycięskich twórców znajdziecie na stronie Gali Twórców.
Po całej gali odbył się klasycznie – after, który nie wypadł zbyt dobrze. Kiepska, house’owa muzyka przerywana popularnymi utworami (im później tym częściej, ale jako ex-dj wiem, że ludzie będą bawić się przy wszystkim, ale no please, nie puszcza się na imprezie tego co się słucha w domu…), 20-30 minutowe kolejki do prosecco, piwo kończące się około 21, ograniczona ilość welcome drinków i drinki za kartkę zdobywaną za zdjęcie na Instagramie. Kolejki, kartki… zawiało PRLem. 😉 Pojawiła się też Strefa Żabki, stworzona przez uczestników, ale… co się działo na afterze zostaje na afterze. 😉 Finalnie po tanecznym wieczorze wyszedłem z imprezy około 1 co by się wyspać na drugi dzień, jednak powrót trochę mi się wydłużył i w hotelu byłem po 2, a budzik nastawiony na 7 rano…


Niedziela

Pojawiło się jednak przyzwyczajenie z pracy w kawiarni i wstawanie o 4 rano… więc wstałem około 6 / 6:30, czyli trochę przed budzikiem. O dziwo byłem wyspany. 😉
O ile jak pamiętałem po zeszłym roku, Lidl się wtedy postarał i śniadanie na konferencji było całkiem przyzwoite i dało się tym najeść, to jednak tym razem cieszyłem się, że zjadłem śniadanie wcześniej… To co zastaliśmy na Śniadaniu z Lidlem wyglądało trochę w stylu, który jest ostatnio dość modny – zero waste, czyli coś z niczego, coś z tego co zostało. Na szczęście kawa była dobra i o ile gdy przyszedłem było po nią zaledwie kilka osób, to po kilku chwilach była ogromna kolejka zarówno do kawy jak i do śniadania.

Jednak mimo tej małej wpadki niedziela była znacznie lepsza niż sobota pod kątem prelekcji – poprzeczka podniesiona o 5 poziomów do góry!

Na starcie temat Michała Barczaka, który opowiadał o tym „jak nie zarobił 250 tysięcy na sprzedaży kursu” – wow. Na każdej prelekcji każdy się chwali co zrobił, co osiągnął, jeszcze dzień wcześniej gala, a tu ktoś opowiada o swoim fuckupie. Mega kontrast, a jednocześnie mega dawka wiedzy.

Dalej powiało mnie na panel Patronite, podczas którego zaproszeni goście odpowiadali, opowiadali o tym jak wychodzi im tworzenie i otrzymywanie wsparcia od społeczności, która ich obserwuje. Wbrew pozorom też wyszło całkiem ciekawie.
Wyszedłem z panelu na chwilę przed końcem aby znaleźć wygodne miejsce na panelu z Krzysztofem Gonciarzem… co się nie udało, ale miejsce stojące też zapewniło mi dobrą widoczność. 😀 Jakby… nigdy nie obserwowałem tego człowieka, widziałem może kilka z Jego filmików, ale jednak to co osiągnął sprawiło, że postanowiłem Go wysłuchać i okazało się to dobrym wyborem. Świetnym rozwiązaniem okazało się też dostawienie na scenie dodatkowego fotela, na którym siadały osoby, które chciały zadać jakieś pytanie, pobawić się z w prowadzących dyskusję. O ile chwilę trwało zanim usiadła tam pierwsza osoba, to już chwilę później ustawiały się do tego miejsca kolejki.

Następnie trafiłem na panel Marty Krasnodębskiej o Growth Hackach, czyli takich sztuczkach, które pozwalają, pomagają w szybkim wzroście w stosunkowo krótkim czasie. Z powodzeniem mogę powiedzieć, że była to najlepsza prelekcja na jakiej byłem przez te 2 dni. Takiej ilości przykładów opatrzonymi historiami, doświadczeniem, konkretami, no nie jest to często spotykane. Oczywiście nie wszystko jest dla wszystkich i też kilka przykładów do mnie nie przemawiało, ale Marta podała tyle przykładów, że każdy był w stanie znaleźć i wybrać coś dla siebie.

W drodze na kolejną prelekcję przegrałem z głodem i postanowiłem wybrać się na obiad do bistro dostępnego przy hali, w której odbywała się cała impreza. Później odwiedziłem kilka z sal na chwilę co by posłuchać Marcina Nowaka mówiącego o regionalnym influencer marketingu, Michała Szafrańskiego i zarabiania na blogu czy Michała Góreckiego poruszającego tematy hejtu, depresji, czyli tego co pojawia się podczas tworzenia treści.

Później zostałem już do końca w głównej sali gdzie Jason Hunt aka Kominek opowiadał o tym jak zdobywać czytelników, jak zdobywać odbiorców, z czym trzeba borykać się podczas tworzenia. Generalnie też pojawiło się sporo konkretów i ciekawych case’ów, ale pozostał niedosyt – za krótko! 😀

Następnie chwila rozmowy, chwila przerwy i na scenie zawitali goście do ostatniego już panelu dyskusyjnego, który prowadziła Janina Bąk, a udział w nim wzięli Paweł Tkaczyk, Piotr Żaczko oraz Michał Bonarowski. O ile panel Marty Krasnodębskiej był najbardziej konkretny to dyskusja na koniec wywołała najwięcej chyba dyskusji, pytań i dużo uśmiechu, żartów.

Po panelu pamiątkowe zdjęcie tych, którzy pozostali i no cóż, trzeba się zwijać.
Jako, że wydarzenie skończyło się około 16/17 postanowiłem jeszcze nieco pozwiedzać, więc udałem się w okolice rynku, gdzie w kałuży porannego deszczu złapałem zdjęcie, które jest na okładce wpisu. Później obiadokolacja, małe zakupy na drogę powrotną rano i hotel, gdzie udało mi się trochę odpocząć, trochę jeszcze popisać, porozmawiać i pójść spać. A rano pobudka, szybki prysznic, śniadanie przy dworcu i pociąg do Wrocławia w którym przeglądałem zdjęcia uczestników, uwagi na grupie i podziękowania.


Aplikacja, wystawcy…

Na koniec warto wspomnieć o kilku aspektach, o których nie wspomniałem w powyższej story of my life. Na początek może aplikacja mobilna – pierwsze o niej wzmianki pojawiły się niedługo przed konferencją, organizatorzy jeszcze ją uzupełniali do końca, ale finalnie okazała się genialnym narzędziem do komunikacji. To dzięki osobom z niej korzystającym dowiedziałem się o strefie żabki czy o miejscach gdzie w Poznaniu można świetnie i smacznie zjeść, a zarazem się najeść do syta. Krążą podejrzenia, że aplikacja ta wkrótce ma zastąpić Facebooka. 😀

Jeśli o wystawców na konferencjach chodzi to oczywiście największą atrakcją była ekipa Coffee Journey czy Lidl, ale mnie osobiście jedyne stanowisko, które zaciekawiło i przyciągnęło bardziej to było stoisko firmy Wacom, czyli tablety graficzne, notesy. Generalnie sprzęt, z którego korzystam na co dzień w postprodukcji i retuszu zdjęć. Fajnie było zobaczyć na żywo niektóre zabawki. 😉


Słowem podsumowania

Jakby nie chcę tutaj bazgrać nie wiadomo ile, bo i tak już się powyżej rozpisałem, więc w skrócie – Niedziela była lepsza merytorycznie i organizacyjnie niż sobota, ale mimo wszystko cieszę się, że mogłem wziąć udział w obu dniach wydarzenia. Notatki z przyzwyczajenia i wygody od jakiegoś czasu zapisuję w formie notatek w aplikacji Todoist i chyba pierwszy raz odkąd z niej korzystam tak ją zapchałem różnymi myślami, pomysłami, inspiracjami czy wskazówkami. Poza kilkoma mniejszymi niedopatrzeniami, co do których jakby nie ma co się szczególnie doczepiać, bo przy takiej imprezie nie ma szansy wszystkiego dopilnować i dopracować, wszystko było na bardzo wysokim poziomie i cieszę się, że mogłem być tego częścią. To był udany weekend!
Mam nadzieję, że widzimy się za rok! 😀
A może szybciej? Kto wie – jeśli będziecie we Wrocławiu to mogę porobić dla Was za przewodnika! 😀
Zatem do zobaczenia i jeśli to wszystko udało Ci się przeczytać – dziękuję i gratuluję! 🙂

 


Polub fanpage BrainDesign na Facebooku aby być na bieżąco z nowymi wpisami
oraz cotygodniowymi wydarzeniami!

Wczytaj więcej

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Sprawdź także

10 Nagłówków, które przyciągają uwagę Cz.7

Kolejna, siódma już część z serii 10 nagłówków, na które my, jako odbiorcy, łapiemy się np…